„Tuk, tuk, ciach. Tuk, tuk, ciach”. Do dziś pamiętam ten rytm. Usłyszałem go w 1998 roku, podczas wizyty w belgijskiej fabryce tkanin. Pojechałem tam jako przedstawiciel handlowy. Wróciłem z przekonaniem, że chcę związać swoją przyszłość z tkaninami — sprzedawać je, poznawać i pomagać innym wybierać je świadomie.
Belgia, 1998. Pierwsze spotkanie z pracującą tkalnią
Na co dzień pokazywałem klientom gotowe materiały. Rozkładałem wzorniki, rozmawiałem o kolorach i zastosowaniu tkanin tapicerskich. Podczas wycieczki do fabryki Verstraete & Verbauwede w Belgii mogłem po raz pierwszy zobaczyć z bliska, co dzieje się wcześniej: zanim powstanie próbka, kolekcja i rolka materiału gotowa do sprzedaży.
Najpierw zapamiętałem dźwięk. Ten powtarzający się takt pracujących krosien, który trudno wiernie zapisać, ale którego nie da się pomylić z niczym innym. A potem zobaczyłem nici. Całe rzędy nawojów, wiele kolorów, cienkie nitki prowadzone obok siebie. Ogromną liczbę drobnych elementów, z których każdy miał swoje miejsce.
Zachowałem dwa zdjęcia z tej wizyty. Gdy dziś na nie patrzę, przypominam sobie przede wszystkim zdziwienie: jak z czegoś tak delikatnego jak pojedyncza nitka może powstać materiał o tak wyraźnej strukturze, głębi koloru i solidnym chwycie?
Fabryka z tradycją, którą mogłem zobaczyć od środka
Verstraete & Verbauwede to belgijska firma z siedzibą w Deerlijk. Jak podaje w swojej oficjalnej historii, rozpoczęła produkcję w 1950 roku. Na stronie producenta znajdziemy dziś przede wszystkim żakardowe welury tapicerskie, w tym welury genueńskie i typu face-to-face.
Z tamtej wizyty pamiętam gobeliny, tkaniny pluszowe i ciekawe połączenia pluszu z szenilem, nazywanym także chenille. Zapamiętałem je jako materiały mięsiste, mocne i pełne detali. Liczył się nie tylko rysunek. Także to, jak tkanina układała się w dłoni, jak pracował jej włos i jak zmieniał się kolor pod różnym kątem.
To było moje odkrycie: wzór nie musi być czymś naniesionym na gotową powierzchnię. Może powstawać razem z samą tkaniną — z doboru przędzy i sposobu jej przeplatania.
Jak powstaje tkanina? Osnowa, wątek i porządek wśród nici
Podstawą tkactwa jest połączenie dwóch układów nici. Osnowa biegnie wzdłuż tkaniny i jest naprężona na krośnie. Wątek przechodzi w poprzek, przeplatając się z osnową według określonego porządku, czyli splotu. Tak krok po kroku powstaje tkanina.
Brzmi prosto. Dopiero widok pracującego zakładu pozwala poczuć, co oznacza to w praktyce. Trzeba przygotować przędzę, utrzymać właściwe naprężenia, poprowadzić nici i dopilnować, żeby kolejne metry materiału odpowiadały założeniom. Efekt zależy zarówno od surowca i konstrukcji, jak i od pracy ludzi, którzy nad całym procesem czuwają.
Patrzyłem na te rzędy nitek jak na coś niezwykłego. W gotowym wzorniku widziałem wcześniej kolor i fakturę. W fabryce zobaczyłem, ile decyzji i precyzji kryje się za nimi.
Krótka historia tkactwa: od przeplotu do żakardu
Przez stulecia tkacze rozwijali sposoby prowadzenia nici i tworzenia coraz bardziej złożonych wzorów. Jednym z ważnych przełomów był mechanizm Josepha Marie Jacquarda, rozwijany we Francji w latach 1804–1805. Perforowane karty sterowały podnoszeniem wybranych nitek osnowy, pozwalając powtarzać skomplikowane desenie.
Jak wyjaśnia Science Museum Group, takie karty były także poprzednikiem późniejszych sposobów zapisywania instrukcji dla komputerów. To szczegół, który bardzo lubię: historia wzorów na tkaninach spotyka się tu z historią technologii.
Żakard, plusz i szenil opisują przy tym różne rzeczy. Żakard wiąże się ze sposobem tworzenia wzoru podczas tkania. Plusz jest tkaniną z okrywą włosową. Szenil to przede wszystkim rodzaj puszystej przędzy, w której krótkie włókna są utrzymywane pomiędzy skręconymi nitkami rdzenia. Te rozwiązania mogą się ze sobą łączyć, dając bardzo różne powierzchnie i efekty.
„A może ten wzór, tylko w innym kolorze?”
Takie pytania słyszałem od klientów wielokrotnie. Ktoś szukał nowego odcienia, ktoś chciał zmienić fragment wzoru, a ktoś zamówiłby najchętniej jedną rolkę materiału w kolorystyce przygotowanej wyłącznie dla niego. Rozumiałem te oczekiwania. Dobór tkaniny często zaczyna się przecież od konkretnego pomysłu na mebel lub wnętrze.
Po wizycie w Belgii potrafiłem jednak znacznie lepiej wyjaśnić, co stoi za taką zmianą. Jeżeli nowa kolorystyka wymaga zmiany osnowy, trzeba przygotować odpowiednie nici i przezbroić produkcję. Dochodzą ustawienia, próby oraz sprawdzenie efektu. Zależnie od konstrukcji materiału zmiana może dotyczyć także wątku lub samego sposobu tkania.
Nie każda zmiana koloru oznacza wymianę wszystkich nici. Nie ma też jednej, wspólnej dla każdej tkaniny minimalnej partii produkcyjnej. Są jednak przygotowania, których koszt i czas trzeba rozłożyć na zamówienie. Dlatego wykonanie jednej specjalnej rolki bywa nieproporcjonalnie trudne w porównaniu z przygotowaniem większej serii.
Zapamiętałem z fabryki ludzi pracujących przy niciach. Kiedy później rozmawiałem z klientem o indywidualnym kolorze, miałem przed oczami właśnie tę pracę. Mogłem opowiedzieć, skąd biorą się wymagane ilości i terminy. I wspólnie poszukać rozwiązania: innego wariantu, dostępnej kolekcji albo zamówienia, dla którego uruchomienie produkcji ma sens.
Od poznawania tkanin do własnych pomysłów na wzory
Tamta wycieczka sprawiła, że chciałem być częścią tego biznesu. Jako sprzedawca i dystrybutor chciałem znać materiały lepiej niż tylko z nazwy i numeru koloru. Z czasem zapragnąłem również mieć wpływ na wzory, które mogę zaproponować klientom.
Dzisiaj w Hurtowni Tapicerskiej zajmujemy się także tkaninami z nadrukiem sublimacyjnym. To inna droga do uzyskania wzoru niż wytkanie go z kolorowych nici. Daje mi możliwość rozwijania pomysłów, które przez lata pojawiały się w rozmowach z klientami. O samej sublimacji, jej możliwościach i ograniczeniach opowiem w osobnym artykule — zasługuje na własne miejsce.
Ta ciekawość została ze mną przez ponad ćwierć wieku pracy w branży. Nadal chcę wiedzieć, jak coś powstaje, co decyduje o jego właściwościach i jak sensownie wykorzystać to w pracy tapicera.
Co zostało ze mną po tej wizycie?
Przede wszystkim szacunek do materiału i do ludzi, którzy go tworzą. Gdy oglądam dziś tkaniny tapicerskie, patrzę na kolor, ale też na konstrukcję, chwyt, przeznaczenie i informacje producenta. Samo określenie „gruba”, „pluszowa” czy „szenilowa” nie odpowiada jeszcze na pytanie, czy tkanina sprawdzi się w danym zastosowaniu.
W rozmowie z klientem warto zacząć od tego, jaki mebel ma powstać, jak będzie użytkowany i czego oczekuje się od materiału. Wtedy łatwiej dobrać tkaninę, zamiast wybierać wyłącznie efektowny fragment wzornika.
A kiedy wracam do tych dwóch starych zdjęć, znowu słyszę: „tuk, tuk, ciach”. I przypominam sobie, dlaczego po tylu latach nadal chce mi się pracować z tkaninami.
Tomasz Jakubów
Hurtownia Tapicerska
Źródła i fotografie
Wspomnienia z wizyty oraz obie fotografie pochodzą z archiwum autora. Rok wizyty: 1998. Informacje o historii firmy i technice tkackiej uzupełniłem na podstawie poniższych źródeł; obecna oferta producenta nie jest katalogiem jego produkcji z 1998 roku.